
Wybitna tłumaczka z francuskiego i eseistka zmarła w niedzielę w Warszawie. Miała 91 lat
Przełożyła dzieła Camusa, „Pamiętniki zza grobu" Chateaubrianda, dzienniki braci Goncourt i André Gide'a, „Trzech muszkieterów" Dumasa, teksty Paula Valéry'ego, którego uważała za najtrudniejszego w tłumaczeniu, Teofila Gautiera, Charles'a Nodiera, Prospera Mériméego, Stendhala, Verne'a i Malraux.
– Joanna Guze była osobą pełną pasji i bardzo wybredną – mówi poetka i tłumaczka Julia Hartwig. – Gdy razem wyjechałyśmy na stypendium do Francji, w roku 1947, jeszcze słabo porozumiewała się po francusku, ale potem okazała się największą tłumaczką z tego języka. Mieszkałyśmy w tym samym hotelu, blisko bulwaru Saint-Germain. Francja była wtedy biedna, wszystko było na kartki. A my biegałyśmy do muzeów i na koncerty. Byłyśmy w szoku, pierwszy raz za granicą. W pracy spotkałyśmy się dwa razy. Namówiłam ją, żeby przetłumaczyła „Sylwię" i „Aurelię" Gérarda de Nervala, gdy pisałem monografię tego autora, a potem wspólnie przetłumaczyłyśmy dzienniki malarza Eugene'a Delacroix. Ona przełożyła część i ja część, a potem każda czytała tekst drugiej. To było możliwe, bo styl Delacroix jest prosty, nie ma w nim literackiej oryginalności.
Guze była też historykiem sztuki i krytykiem. Swoimi tekstami towarzyszyła odwilży w sztuce, pisała m.in. o wystawie w warszawskim Arsenale w 1955 r. W 1964 r. ukazała się jej książka „Impresjoniści" – o najważniejszych malarzach tego kierunku, który w latach 50. był w Polsce na indeksie jako wykwit burżuazyjnej moralności i estetyki. Przetłumaczyła też eseje o sztuce Charles'a Baudelaire'a i „Listy do brata" Vincenta van Gogha. Sama wydala tomy szkiców „Twarze z portretów" (1974), „Wśród bohaterów kina" (1983) i „Dialogi ze sztuką" (1992). Dla teatru tłumaczyła sztuki de Montherlanta, by na próbach przyglądać się grze aktorów.
Urodziła się w Żytomierzu, studiowała filozofię i historię sztuki na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Była słuchaczką Romana Ingardena, Kazimierza Ajdukiewicza i Karoliny Lanckorońskiej. Po wybuchu wojny radziecko-niemieckiej była m.in. w Kijowie i Kazachstanie, pracowała w fabryce. W 1943 r. wstąpiła do Armii Berlinga, z którą w 1944 r. dotarła do Polski. Najpierw znalazła się w Lublinie, w grudniu 1945 zdemobilizowała się i pojechała do Krakowa, gdzie w magistracie odpowiadała za sprawy kultury, potem znalazła się w Łodzi, gdzie pisała m.in do „Kuźnicy", a następnie w Warszawie. Zaczęła od literatury rosyjskiej (tłumaczyła Turgieniewa), ale szybko przeszła na francuską. W 1957 r. ukazała się „Dżuma" Camusa w jej tłumaczeniu, a w 1971. „Dwa eseje. Mit Syzyfa. Artysta i jego epoka". Camusa poznała osobiście, przełożyła też jego niedokończoną książkę „Pierwszy człowiek", a w 2004 r. wydała esej „Albert Camus: Los i lekcja".
– Nauczyłam się tłumaczyć na Boyu-Żeleńskim – mówiła w wywiadzie udzielonym „Gazecie". – Od Boya nauczyłam się rzeczy zasadniczej, z której z początku nie śmiałam korzystać – swobody. Nauczyłam się, że dosłowność jest śmiercią każdego tłumaczenia, a nawet każdego tekstu.
Źródło: Gazeta Wyborcza
12.01.2009