Ciekawostki

Ciekawostki

Dwa nagie miecze

Podczas niedawnych obchodów sześćsetnej rocznicy bitwy pod Grunwaldem niewiele razy można było usłyszeć w mediach nazwisko człowieka, bez którego nasza pamięć o tamtych wydarzeniach z pewnością przybrałaby inny kształt. Warto więc wspomnieć rycerza, który zapisał się na kartach naszej historii jako znamienity wódz i dyplomata, a także… tłumacz.

Jan Mężyk z Dąbrowy urodził się w XIV wieku w rodzinie szlacheckiej herbu Wadwicze. Piastował wysokie stanowiska państwowe. Był łożniczym królewskim, podczaszym, cześnikiem nadwornym, a wreszcie sekretarzem królewskim; często także wyruszał za granicę z różnorakimi misjami dyplomatycznymi. Należał do najbliższego otoczenia króla Władysława Jagiełły. Podczas bitwy pod Grunwaldem 15 lipca 1410 roku nie tylko dowodził własną chorągwią, lecz także wszedł w skład osobistej ochrony króla.

Obok zdolności wojskowych i dyplomatycznych Mężyk miał jeszcze jeden talent. Jako człowiek bywały w świecie znał języki obce, w tym niemiecki, toteż często pełnił funkcję królewskiego tłumacza. To właśnie on przełożył na język polski pełne buty wystąpienie krzyżackich posłów, którzy przed bitwą pod Grunwaldem zaoferowali naszemu królowi dwa nagie miecze.

Scenę tę opisał w swoich kronikach Jan Długosz, a w jego ślady poszedł Henryk Sienkiewicz, w którego powieści zatytułowanej „Krzyżacy” także znalazła się wzmianka o translatorskim wyczynie Mężyka. W ekranizacji powieści w reżyserii Aleksandra Forda Krzyżacy mówią już po polsku, co można tłumaczyć chyba tylko tym, że scena ofiarowania mieczy, w której uczestniczyłby tłumacz, straciłaby na dynamiczności i sile wyrazu. Niemniej jednak Jan Mężyk z pewnością zasługuje na pamięć jako jeden z pierwszych tłumaczy, który dzięki swojej pracy wpłynął w jakiś sposób na bieg historii naszego kraju.

Kategoria: 

Obcy język polski

Język polski znajduje się podobno w pierwszej dziesiątce najtrudniejszych języków świata. Zasłużył sobie na to miejsce dzięki skomplikowanej gramatyce, mnogości najróżniejszych końcówek fleksyjnych, rojącej się od wyjątków ortografii i szeleszczącej wymowie. A jednak są cudzoziemcy, którzy chcą się uczyć polskiego.

Z roku na rok przybywa w naszym kraju gości z zagranicy, co wiąże się też ze zwiększeniem popularności języka polskiego wśród cudzoziemców. W samej Warszawie istnieje już kilkanaście szkół językowych oferujących kursy polskiego, a ich liczba cały czas rośnie. O ile przed rokiem ’89 zawód lektora języka polskiego mógł się wydawać nieco egzotyczny, o tyle teraz zaczyna go wykonywać coraz więcej osób, nie tylko absolwentów filologii polskiej.

Z czym muszą się zmierzyć osoby pragnące poznać język Mickiewicza i ich nauczyciele? Bez wątpienia dla obu stron nauka polskiego może być nie lada wyzwaniem. Weźmy na przykład liczebniki. W języku angielskim istnieje tylko jedna forma liczebnika dwatwo – używana w takiej właśnie postaci we wszelkich kontekstach. W polskim musimy uwzględnić rodzaj (mówimy dwaj mężczyźni lub dwóch mężczyzn, ale dwie kobiety i na dokładkę dwa okna i dwoje dzieci) oraz przypadek (mówimy: widzę dwóch mężczyzn, ale widziałem się z dwoma mężczyznami), co summa summarum, z uwzględnieniem różnych oboczności, daje nam aż dziesięć form, z których w dodatku wiele dubluje się w różnych kontekstach (jak wytłumaczyć cudzoziemcowi, że liczebnik dwóch w zdaniu Dwóch mężczyzn szło i Nie rozmawialiśmy o tamtych dwóch paniach to tak naprawdę dwie różne formy gramatyczne?…). To jeszcze nie koniec. Przejdźmy do składni. Jeden samochód jechał – proste. Dwa, trzy, cztery samochody jechały – zrozumiałe. Pięć samochodów jechało – zaczynają się schody. Większości cudzoziemców zupełnie nielogiczne wydaje się łączenie liczebników większych niż pięć z rzeczownikiem w dopełniaczu i orzeczeniem w rodzaju nijakim. Jak to: dwóch mężczyzn stało? Mężczyzna i orzeczenie rodzaju nijakiego – to zupełnie jakby mężczyzna był w polszczyźnie zrównywany z krzesłem albo mydłem. Dwóch mężczyzn stali byłoby bardziej do przyjęcia.

Takie przykłady można mnożyć (weźmy na przykład miejscownik, w którym wiele wyrazów wykazuje zadziwiającą skłonność do wymieniania niektórych liter na inne – mówimy wszak tam idzie ten oszust, ale nie myśl o tym oszuście) i nic dziwnego, że chęć opanowania polskiego może przyprawić cudzoziemca o siwiznę, a od jego lektora wymaga iście lisiej przebiegłości. Sprowadza się ona do tego, by „zatajać” przed uczniami niektóre fakty, a inne podawać z dużą dozą ostrożności, należycie stopniując trudności. Oznacza to na przykład tyle, że na początku nauki w zupełności wystarczy, jeśli poinformujemy cudzoziemca o jednym tylko – łatwiejszym – sposobie tworzenia czasu przyszłego: połączeniu odpowiedniej formy czasownika być z bezokolicznikiem (np. będę jechać). Na naukę form typu będę jechał i będę jechała przyjdzie czas później…

Jak widać, w starciu z polszczyzną nawet najbardziej zdeterminowany uczeń może się poczuć zdezorientowany. Często więc lektor dwoi się i troi, by zmotywować swoich pupili do nauki i nie pozwolić im popaść w zniechęcenie.

A jak zdemotywować początkującego obcokrajowca? Na przykład dać mu do przeczytania wierszyk…

Chrząszcz

Trzynastego, w Szczebrzeszynie chrząszcz się zaczął tarzać w trzcinie.
Wszczęli wrzask Szczebrzeszynianie: Cóż ma znaczyć to tarzanie?!
Wezwać trzeba by lekarza, zamiast brzmieć, ten chrząszcz się tarza!
Wszak Szczebrzeszyn z tego słynie, że w nim zawsze chrząszcz brzmi w trzcinie!

A chrząszcz odrzekł niezmieszany:
Przyszedł wreszcie czas na zmiany!
Drzewiej chrząszcze w trzcinie brzmiały, teraz będą się tarzały.

Kategoria: 

Z językiem do kibiców

Od kilkunastu dni nie milknie wrzawa wokół mundialowych rozgrywek. W takiej atmosferze Polacy i Ukraińcy tym jaśniej uświadamiają sobie, że już niedługo nadejdzie czas, kiedy to nasze kraje będą organizować podobną imprezę.

Prace mające na celu stworzenie właściwej infrastruktury na Euro 2012 mimo poślizgów posuwają się naprzód i władze obu krajów zapewniają, że uda się zdążyć z nimi na czas. Warto jednak pamiętać, że właściwe przygotowanie na przyjęcie kibiców nie sprowadza się tylko do wybudowania równych dróg, komfortowych hoteli i nowoczesnych stadionów. Równie istotne jest zapewnienie przybyszom z całego świata – a może ich do nas zjechać nawet ponad milion – praktycznych wskazówek, które pomogą im poruszać się po Polsce i Ukrainie, a także wiarygodnych informacji na temat kultury i języków obu krajów. Z takiego właśnie założenia wyszli twórcy portalu Eurolang 2012, którzy postawili sobie za cel dostarczyć kibicom wiedzę niekoniecznie propagowaną w mediach, ale niezbędną co najmniej tak samo jak koszulka ulubionej drużyny.

Oprócz praktycznych informacji o Polsce i Ukrainie na stronie można znaleźć lekcje językowe. Zamieszczono w nich krótkie teksty, obrazki z podpisami, materiały audio, liczne scenki i dialogi – niemal wszystkie obracające się wokół tematyki piłkarskiej. Po przerobieniu wszystkich lekcji cudzoziemiec nie powinien mieć kłopotu ze zrobieniem drobnych zakupów, zamówieniem lokalnych potraw w restauracji, zameldowaniem się w hotelu i – rzecz najważniejsza – zrozumieniem okrzyków wydawanych przez polskich lub ukraińskich kibiców zgromadzonych na trybunach.

Co ciekawe i imponujące, strona dostępna jest w dwudziestu pięciu językach. Dzięki temu może się ona stać prawdziwym niezbędnikiem każdego kibica i z pewnością przysłuży się organizatorom mistrzostw.

Źródło: http://www.eurolang2012.com/index.php

Kategoria: 
Tagi: 

Przeczytane w tłumaczeniu

Tradycyjnie zawód tłumacza kojarzono przede wszystkim z przekładem dzieł literackich. Choć dziś takie pojmowanie tej kwestii wydaje się zanadto wąskie, a wśród zadań, których podejmują się tłumacze, przekłady dokumentów urzędowych czy instrukcji obsługi zapewne przeważają nad przekładami poezji i prozy, tłumaczenia literackie nadal stanowią istotną gałąź rynku tłumaczeniowego. Właśnie do tłumaczy tekstów literackich skierowany jest realizowany od 2009 roku projekt „Przeczytane w tłumaczeniu”. Jego celem jest promowanie w Polsce współczesnych literatur europejskich oraz nowych talentów translatorskich oraz prowadzenie otwartej dyskusji na temat zawodu tłumacza i jego roli na rynku wydawniczym i w świecie literackim.

Według twórców projektu tłumacz jest często również ambasadorem i agentem literatury, z której przekłada, i przeważnie jest bardzo dobrze poinformowany o tym, co dzieje się na obcym rynku książki. Co za tym idzie, potrafi zaproponować polskiemu wydawcy ciekawe pozycje, zarówno takie, które w jego ocenie mogą przypaść do gustu właśnie polskiemu czytelnikowi, jak i te, które stały się światowymi bestsellerami. Jednym z elementów projektu są spotkania z tłumaczami mające na celu popularyzowanie wśród polskich czytelników zarówno zagranicznych książek nieznanych w naszym kraju, jak i początkujących tłumaczy. Podczas każdego z wieczorów trzech–czterech tłumaczy prezentuje fragment wybranej i przetłumaczonej przez siebie książki oraz przedstawia pokrótce jej autora. Organizatorzy starają się, by każdy z wieczorów dotyczył innych obszarów językowych, a także innego gatunku literackiego. W 2010 zaplanowanych jest siedem takich spotkań – najbliższe odbędzie się 19 czerwca w Gdyni (więcej na ten temat tutaj).

Projekt „Przeczytane w tłumaczeniu” jest wspólnym przedsięwzięciem instytucji zrzeszonych w EUNIC – Europejskim Związku Narodowych Instytutów Kultury (European Union National Institutes for Culture). Jego głównym koordynatorem w roku 2010 jest Szwajcarska Fundacja dla Kultury Pro Helvetia. W Polsce partnerami projektu są Polska Izba Książki, czasopismo „Lampa” oraz portal księgarski ksiązka.net.pl. Na stronie tego ostatniego można się także zapoznać z przekładami fragmentów dzieł niepublikowanych dotąd w Polsce.

Więcej informacji na stronie:
http://tlumacze.ksiazka.net.pl/

Kategoria: 
Tagi: 

Sok z żydowskiego ucha

Tegoroczna wystawa światowa w Szanghaju, przyciągająca tłumy turystów, to nie tylko okazja do pogłębienia wiedzy na temat kultury państw z całego świata i zapoznania się z nowinkami z dziedziny nauki, techniki i gospodarki. To także źródło wielu nieporozumień językowych i uciechy dla przybyszów spoza Chin. Wszystko to za sprawą komunikatów tłumaczonych z chińskiego na angielski w sposób, który znacznie odbiega od zaleceń purystów językowych. Mimo wysiłków władz Szanghaju, by zastąpić wszelkie niepoprawnie sformułowane teksty tymi napisanymi literacką angielszczyzną, nadal liczne są szyldy czy etykiety napisane w Chinglish – języku stanowiącym dziwaczną mieszankę angielskiego zasobu słownictwa oraz chińskiej frazeologii i składni.

Efekty takiego tłumaczenia słowo po słowie, bez zastosowania składni i idiomatyki właściwej dla angielszczyzny, cieszą oko i serce. Jakże inaczej jeśli nie wybuchem śmiechu (choć co prawda w tym przypadku w grę wchodzi także niesmak) można zareagować na widok puszki napoju noszącego wdzięczną nazwę „soku z żydowskiego ucha”? I czyż można przejść obojętnie obok deseru nazwanego „kleistymi wszami”? Nie mniejsza niespodzianka czeka turystów chcących zaopatrzyć się w nieco gotówki – kto bez obaw skorzysta z bankomatu, nad którym wisi tabliczka z napisem „niszczarka do banknotów”? Wszystkie te nazwy, zapewne brzmiące zupełnie niewinne po chińsku, przetłumaczone dosłownie na angielski nabierają cokolwiek niepokojącego znaczenia. Przed rozpoczęciem wystawy EXPO 2010 władze Szanghaju podjęły próbę wyeliminowania tego rodzaju nietrafnych komunikatów z przestrzeni miejskiej i choć udało im się osiągnąć wiele sukcesów (na przykład „strefy moczu” stały się zwyczajnymi „toaletami”), nie zdołały się do końca pozbyć tej osobliwej atrakcji turystycznej. No właśnie – atrakcji. Kto wie, czy nie należałoby raczej eksponować takich perełek, zamiast je usuwać – Chinglish ma przecież w Chinach długą tradycję.

Początki języka Chinglish sięgają XVII wieku, kiedy to narodził się pidżyn chińsko-angielski (pidżyn jest to język o uproszczonej składni i morfologii oraz ograniczonym słownictwie używany na obszarach wielojęzycznych). Wykorzystywany początkowo do porozumiewania się z brytyjskimi handlarzami, którzy dotarli do wybrzeży Chin, stracił on na znaczeniu pod koniec XIX wieku, gdy w Państwie Środka zaczęto nauczać „prawdziwego” angielskiego. Dziś językiem Chinglish, który prawdopodobnie wywodzi się z dawnego pidżynu, posługuje się od trzystu do nawet pięciuset milionów osób na całym świecie. Można się spodziewać, że w związku z tym nie zaszkodzi mu wymiana kilkunastu tysięcy szanghajskich tabliczek.

Więcej informacji:
http://www.nytimes.com/2010/05/03/world/asia/03chinglish.html
http://www.rp.pl/artykul/483946_Chinglisz_z_Szanghaju.html
http://en.wikipedia.org/wiki/Chinglish
http://en.wikipedia.org/wiki/Chinese_Pidgin_English

Kategoria: 
Tagi: 

Wszędzie ich pełno

Nie zawsze je dostrzegamy, ale jeśli się dobrze przyjrzeć, można się przekonać, jak wiele ich jest dookoła. Pojawiają się znienacka, po cichu, a gdy już raz się pokażą, tkwią na swoich posterunkach całymi tygodniami, miesiącami, a nawet latami. Czasem aż kłują w oczy, czasem czekają przyczajone, aż wypatrzy je czyjeś sokole oko. Niektóre od razu się zdradzają, inne, te bardziej wyrafinowane, z łatwością ukrywają swoją prawdziwą tożsamość.

Szczególnie ulubiły sobie sklepowe wystawy, szyldy, szpalty gazet, a niektóre występują nawet w radiu i telewizji. Wkradają się tam, gdzie w żadnym razie nie powinno ich być. Możemy z nimi walczyć, jednak nigdy zapewne nie zdołamy ich pokonać. To nasi najwierniejsi towarzysze. Błędy językowe. 

Kategoria: 
Tagi: 

Idiomatoły

Stanisław Barańczak, wybitny poeta, eseista i szanowany tłumacz dzieł Williama Szekspira czy E.E. Cummingsa, nie stroni także od nieco mniej poważnej twórczości. W swojej książce zatytułowanej Pegaz zdębiał zamieszcza przykłady absurdalnych gier i zabaw językowych (znaczną część własnego pomysłu), z których jedną jest znane wszystkim osobom uczącym się języków dosłowne tłumaczenie wyrażeń idiomatycznych. W podrozdziale Kieszonkowy słowniczek frazeologiczny polsko-angielski odnajdziemy pokaźną kolekcję takich tłumaczeń, które poeta określił żartobliwie idiomatołami (czyli idiomami odczytanymi przez matoła). Ich wybór przedstawiamy poniżej. Nie tylko ze względu na nie warto zapoznać się ze wspomnianą książką, która z pewnością dostarczy wiele radości wszystkim miłośnikom słownych igraszek. Polecamy!

akt wiary – picture of a naked woman believing she looks good
akt strzelisty – picture of a naked woman with a machine gun
morowy chłop – a pestilence-like peasant
ciało obce – a foreign-looking corpse
obroty ciał niebieskich – livid corpses turning in their graves
stanąć na czele – to tread on sb’s forehead
droga przez mękę – she’s expensive, but that’s because she’s torturing you
upadek ducha – a ghost’s tumble
koło zamachowe – assassin’s discussion circle
przeszło mi to koło nosa – I’d had this desire to wear a ring in my nose, but later I lost interest
idź na zbity łeb – (a masochist’s plea) Assault this bruised bestial head of mine a little more!
trącić myszką – to poke someone in the ribs with a small mouse
wziąć nogi za pas – to confuse one’s legs with one’s waist
państwo młodzi – a state governed by its young
spływać potem – to leave immediately after an intercourse
raz kozie śmierć – strike the goat and the stupid beast dies
przyprawić mężowi rogi – to season one’s husband’s corners
strugać wariata – to whittle a madman alive
Nie bądź pani taka szybka! – Don’t be so damn delicate, like you were made of glass or something!
O wilku mowa – I’m going to deliver a speech on the subject of the wolf
Gdzie wilk? – Werewolf?
w rytmie walca – on a steamroller-like rhythm
zawód miłosny – prostitution
zdjęcie z piedestału – a snapshot taken by a public monument while standing atop its pedestal

Źródło: Stanisław Barańczak, Pegaz zdębiał. Poezja nonsensu a życie codzienne: wprowadzenie w prywatną teorię gatunków, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2008.

Kategoria: 
Tagi: 

Wirujący seks w szklanej pułapce

Co pewien czas przy okazji polskiej premiery jakiegoś zagranicznego filmu przez fora internetowe przetaczają się dyskusje na temat jakości tłumaczenia jego tytułu. Nietrafność tego rodzaju tłumaczeń i nierzadko ich całkowita niezgodność z treścią filmów budzą zdumienie i rozbawienie kinomanów i sprawiają, że na głowy tłumaczy sypią się gromy. Niezdarność pomysłodawców polskich tytułów stała się wręcz anegdotyczna, a niektóre ich potknięcia zapisały się w historii kina chyba nawet trwalej niż perypetie filmowych bohaterów.

Na usprawiedliwienie autorów takich niezręcznych przekładów trzeba jednak przyznać, że tytuły filmów stanowią wyjątkowo niewdzięczne wyzwanie dla tłumaczy. Często stosuje się w nich nieprzetłumaczalną grę słów lub wyrażenia slangowe, w nietypowy sposób wykorzystuje frazeologię albo nawiązuje do nieznanych szerzej w Polsce tekstów kultury. Jeśli dodamy do tego powszechnie panujące przekonanie, że tytuł filmu powinien być krótki, łatwy do zapamiętania, zgrabny i stosowny do fabuły filmu, zrozumiemy, z jakimi trudnościami borykają się tłumacze. Nic więc dziwnego, że czasem zamiast tłumaczenia mamy do czynienia z zupełnie nowym tytułem, całkowicie odmiennym od oryginalnego.

Pamiętni tych wszystkich zastrzeżeń, postanowiliśmy jednak zebrać co apetyczniejsze kąski dla krytyków niezręcznych tłumaczeń tytułów filmów. Listę będącą rezultatem tych poszukiwań – z pewnością niekompletną – prezentujemy poniżej.

10 Things I Hate About You – Zakochana złośnica
A Night at the Roxbury – Odlotowy duet
A Walk to Remember – Szkoła uczuć
American History X – Więzień nienawiści
Black Hawk Down – Helikopter w ogniu
Boondock Saints – Święci z Bostonu
City by the Sea – Dochodzenie
Dark Horse – Zakochani widzą słonie
Die Hard – Szklana pułapka
Dirty Dancing – Wirujący seks
Duplex – Starsza pani musi zniknąć
Eternal Sunshine of the Spotless Mind – Zakochany bez pamięci
Fight Club – Podziemny krąg
Finding Neverland – Marzyciel
Hide and Seek – Siła strachu
Larger Than Life – Pięć ton i on
Love Lies Bleeding – Przeklęta forsa
One Tree Hill – Pogoda na miłość
Reality Bites – Orbitowanie bez cukru
Saving Silverman – Twarda laska
Stealing Beauty – Ukryte pragnienia
Terminator – Elektroniczny morderca
The Lovely Bones – Nostalgia anioła
Whatever works – Co nas kręci, co podnieca

Kategoria: 
Tagi: 

Głuchy telefon

Wyobraźmy sobie zabawę w głuchy telefon, w której biorą udział osoby z różnych krajów mówiące różnymi językami i nie najlepiej znające angielski. Wyobraźmy sobie, że z braku odpowiednich słowników (bo czy istnieje na przykład słownik tajsko-irlandzki?…) osoby te są zmuszone korzystać z języka pośredniczącego – angielskiego – w związku z czym ich komunikacja odbywa się w ten sposób, że jedna osoba przekazuje drugiej wiadomość w swoim ojczystym języku, ta osoba z kolei tłumaczy tę wiadomość na angielski, a następnie na swój ojczysty język i w takiej postaci przekazuje ją dalej. Jaki może być efekt takiej zabawy? Czy jej ostateczny rezultat będzie miał cokolwiek wspólnego z wiadomością początkową?

Na to pytanie starali się odpowiedzieć twórcy strony internetowej http://www.conveythis.com/translation.php, na której można pobawić się w taki językowy głuchy telefon. Umożliwia ona wpisanie do wyszukiwarki dowolnej frazy w języku angielskim i przekonanie się, co z niej pozostanie, gdy poddamy ją tłumaczeniu na różne języki. Do tłumaczenia – które odbywa się zgodnie z algorytmem język angielski–język A–język angielski–język B–język angielski–język C itd. – wykorzystuje się popularne narzędzie Google Translate.

Choć głównym celem twórców strony była po prostu rozrywka, patrząc na nierzadko komiczne efekty tłumaczeń, można wysnuć wniosek, że nasza technika przekładu maszynowego jest jeszcze bardzo niedoskonała. O ile dla kilku języków tłumaczenie nie jest jeszcze bardzo zniekształcone, o tyle jeśli zwiększymy ich liczbę do dwudziestu pięciu czy nawet pięćdziesięciu czterech (tyle języków obsługuje obecnie Google Translate), ostateczny rezultat bardzo odbiega od tekstu początkowego.

Poniżej prezentujemy wynik tłumaczenia angielskiego przysłowia „Practice makes perfect” na wszystkie języki dostępne w Google Translate. Jak widać, efekt końcowy – „Indeed” – jest co najmniej zaskakujący (choć można by go też odczytać jako dowcipne podsumowanie).

ENGLISH: Practice makes perfect
AFRIKAANS : praktyk maak volmaak
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
ALBANIAN : Praktika e bën të përsosur
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
ARABIC : الممارسة تجعل من الكمال
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
BELARUSIAN : Навык майстры ставіць
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
BULGARIAN : Практика прави перфектни
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
CATALAN : Pràctica fa al mestre
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
CHINESE : 孰能生巧
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
CHINESE_SIMPLIFIED : 孰能生巧
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
CHINESE_TRADITIONAL : 孰能生巧
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
CROATIAN : Praksa čini savršenom
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
CZECH : Cvičení dělá mistra
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
DANISH : Øvelse gør mester
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
DUTCH : Al doende leert men
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
ENGLISH : Practice makes perfect
Back to ENGLISH : Practice makes perfect
ESTONIAN : Praktika on täiesti
Back to ENGLISH : Practice is fully
FILIPINO : Practice ay lubos na
Back to ENGLISH : Practice is quite
FINNISH : Käytännössä on melko
Back to ENGLISH : In practice it is quite
FRENCH : En pratique, il est tout à fait
Back to ENGLISH : In practice, it is quite
GALICIAN : Na práctica, é moi
Back to ENGLISH : In practice, it is very
GERMAN : In der Praxis ist es sehr
Back to ENGLISH : In practice, it is very
GREEK : Στην πράξη, είναι πολύ
Back to ENGLISH : In practice, it is very
HEBREW : בפועל, זה מאוד
Back to ENGLISH : In practice, it is very
HINDI : अभ्यास में, यह बहुत है
Back to ENGLISH : In practice, it is
HUNGARIAN : A gyakorlatban ez
Back to ENGLISH : In practice, this
ICELANDIC : Í reynd er þetta
Back to ENGLISH : In practice, this
INDONESIAN : Dalam prakteknya, ini
Back to ENGLISH : In practice, this
IRISH : I gcleachtas, seo
Back to ENGLISH : In practice, this
ITALIAN : In pratica, questo
Back to ENGLISH : In practice, this
JAPANESE : 実際には、この
Back to ENGLISH : In fact, this
KOREAN : 사실,이
Back to ENGLISH : In fact,
LATVIAN : Faktiski,
Back to ENGLISH : In fact,
LITHUANIAN : Iš tiesų,
Back to ENGLISH : Indeed,
MACEDONIAN : Всушност,
Back to ENGLISH : In fact,
MALAY : Bahkan,
Back to ENGLISH : In fact,
MALTESE : Fil-fatt,
Back to ENGLISH : In fact,
NORWEGIAN : Faktisk,
Back to ENGLISH : In fact,
PERSIAN : در واقع ،
Back to ENGLISH : In fact,
POLISH : W rzeczywistości,
Back to ENGLISH : In fact,
PORTUGUESE : Na verdade,
Back to ENGLISH : In fact,
ROMANIAN : De fapt,
Back to ENGLISH : In fact,
RUSSIAN : В самом деле,
Back to ENGLISH : Indeed,
SERBIAN : Заиста,
Back to ENGLISH : Indeed,
SLOVAK : Vskutku,
Back to ENGLISH : Indeed,
SLOVENIAN : Dejansko,
Back to ENGLISH : Indeed,
SPANISH : De hecho,
Back to ENGLISH : In fact,
SWAHILI : Kwa kweli,
Back to ENGLISH : In fact,
SWEDISH : I själva verket
Back to ENGLISH : In fact,
TAGALOG : Sa katunayan,
Back to ENGLISH : In fact,
THAI : ในความเป็นจริง
Back to ENGLISH : In fact
TURKISH : Aslında
Back to ENGLISH : In fact
UKRAINIAN : У дійсності
Back to ENGLISH : In fact
VIETNAMESE : Trong thực tế
Back to ENGLISH : In fact
WELSH : Yn wir,
Back to ENGLISH : Indeed,
YIDDISH : טאקע,
Back to ENGLISH : Indeed,

Inne przykłady niefortunnych tłumaczeń są nie mniej interesujące – zamiast powiedzenia „Happiness is nothing more than good health and a bad memory” otrzymujemy cokolwiek pesymistyczne „Lack of health and happiness”, a zamiast popularnego sloganu feministycznego „A woman without a man is like a fish without a bicycle” – zagadkową krzyżówkę międzygatunkową „Male fish with female Bike” (!).

Jaki z tego wniosek? Chyba niezbyt zachęcający: możemy udoskonalać technologię, gromadzić ogromne ilości tekstów, opisywać znaczenia słów, ale chyba jednak tłumaczenie maszynowe pozbawione czynnika ludzkiego zawsze pozostanie w jakimś stopniu zabawą w głuchy telefon.

Kategoria: 

Halo, tu ziemia!

Jakiś czas temu z okazji pięćdziesięciolecia istnienia projektu SETI (Search for Extra Terrestrial Intelligence) mającego na celu nawiązanie kontaktu z cywilizacją pozaziemską ogłoszono konkurs na najlepszą wiadomość do kosmitów, którą można by wysłać w kosmos. Uczestnicy konkursu nadesłali łącznie ponad tysiąc propozycji o niezwykle różnorodnej treści – znalazły się wśród nich słowa powitania, propozycje handlowe, uszczypliwe komentarze dotyczące sytuacji na Ziemi, a nawet ostrzeżenia przed ludzkim okrucieństwem. Oto niektóre z nich:

Dwa tysiące lat temu mieliśmy tu niezwykle pouczającą wizytę Syna Bożego. U was też już był?

Cześć! Gdybyście chcieli odwiedzić naszą planetę, pamiętajcie, że musicie się najpierw pozbyć wszelkich metalowych przedmiotów, zdjąć buty i poddać się prześwietleniu, przechowywać wszelkie płyny, żele i aerozole w plastikowych butelkach o pojemności nie większej niż 0,1 litra, oddać zapalniczki i baterie, schować wszelkie dżemy i galaretki (ciastka możecie zabrać ze sobą)… o tak, witajcie na Ziemi!

Na sprzedaż: kilka miliardów ton dwutlenku węgla. Rozważymy wszelkie sensowne oferty! Możliwość transportu wykluczona.

Zabijcie nas wszystkich, jesteśmy źli i musicie się przed nami bronić!

Myśleliście, że to WY jesteście sami we wszechświecie?

Wybrane wiadomości wysłano w stronę Wielkiej Mgławicy w Orionie za pomocą przekaźnika radiowego. Do adresatów – o ile się takowi znajdą – przekaz z Ziemi dotrze za, bagatela, 1200 lat.

Ogłoszony niedawno konkurs to niejedyna tego rodzaju próba nawiązania kontaktu z obcymi. W zeszłym roku na stronie http://www.hellofromearth.net/ zbierano propozycje SMS-ów do kosmitów, które następnie wysłano w innym obiecującym kierunku – na planetę Gliese 581d. W tym przypadku czas oczekiwania na odpowiedź powinien być krótszy – ewentualną odpowiedź mamy szansę otrzymać już za 40 lat.

Podobne działania, i to na dużo większą skalę, podejmowane są od lat. Wystarczy przypomnieć, że już kilkakrotnie wysłaliśmy w kosmos różnego typu wiadomości:

  • obrazkowe, na przykład słynną tabliczkę przymocowaną do sond Pioneer wystrzelonych w 1972 i 1973 r.;
  • dźwiękowe, takie jak złota płyta umieszczona na dwóch sondach należących do programu Voyager, wystrzelonych przez NASA w 1977 r.;
  • oraz cyfrowe, jak przesłanie z Arecibo – składające się z sekwencji zer i jedynek, wyemitowane w 1974 r. za pomocą największego ziemskiego radioteleskopu w Arecibo.

Wszystkie te próby znalezienia wspólnego języka z kosmitami wydają się niestety skażone nieuzasadnionym antropocentryzmem. Skąd bowiem pewność, że przedstawiciele cywilizacji pozaziemskiej mają oczy albo uszy? Albo że posługują się aparaturą do przesyłania i wychwytywania sygnałów z kosmosu? Albo że znają podstawy matematyki? Każdy, kto choćby przelotnie zetknął się z twórczością Stanisława Lema, wie, że nie jest to bynajmniej takie oczywiste. Czy więc język obrazów albo liczb – nie wspominając nawet o zwyczajnej angielszczyźnie – może się okazać na tyle uniwersalny, żeby pozwolić nam na komunikowanie się z istotami nie z tej ziemi?

Więcej informacji:
http://www.penguin.co.uk/static/cs/uk/0/competition/0210/eerie_silence/index.html http://pl.wikipedia.org/wiki/Voyager_Golden_Record
http://pl.wikipedia.org/wiki/P%C5%82ytka_Pioneera
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wiadomo%C5%9B%C4%87_Arecibo

Kategoria: 

Strony